wtorek, 8 maja 2012

Maj...

To mój ulubiony miesiąc! Powoli robi się ciepło i przyjemnie...
Akcja w większości moich książkach zaczyna się od maja. Bo to taki fajny miesiąc.

Wszystko się też budzi do życia. Mamy tyle kwiatów w ogrodzie, że można oczopląsu można od samego patrzenia dostać - tyle kolorów :-)
Szkołę powinni w maju zawiesić. Bo nie sposób się na lekcjach i nauce skupić, jak słońce zagląda przez szybę.
Powiem wprost - zapomniałam o sprawdzianie z matematyki ;-) Na szczęście tragedii nie będzie, bo coś tam umiałam.
Za to dziś się dowiadywałam kolejno (od koleżanek):
Dziś kartkówka z angielskiego.
W czwartek sprawdzian z przyrody.
No a w piątek z angielskiego.

Nie mam pojęcia jak mi to mogło z głowy wylecieć, bo o takich rzeczach, to raczej nie zapominam...
Wiosna jest jednakowoż fajną wymówką.


wtorek, 24 kwietnia 2012

Hej, a już po wszystkim!

Fajnie, nie? Wiecie co, przepraszam, że nie dokończę tamtej "książki", ale kiedy uczyłam się do testu kompetencji, nie miałam czasu nawet się w głowę podrapać ;) Do testu szóstoklasisty - poczty sprawdzić, co dopiero napisać jakiś dłuższy post na moim kochanym blogu.
To jest tak:
Dostałam się do gimnazjum!
Napisałam sprawdzian na 36 pkt!
Ech... Jeszcze nigdy nie miałam tak pracowitego marca. Szkoła, nauka, spać, szkoła, nauka,spać... Nie był to łatwy miesiąc, ale teraz w szkole mamy tak ogółem mówiąc - luz. Nauczyciele próbują udawać, że są srodzy i chcą wbić nam do głowy jeszcze trochę, ale widać, że im ulżyło, że już "po wszystkim".
Ja tak mam, że żeby się zmobilizować, muszę sobie ustawiać cele.
Cel I - dostać się do gimnazjum.
Cel II - napisać na min. 35 pkt sprawdzian szóstaka (jak ja to nazywam ;)
Cel III - zdobyć "Tytusa".
Tytus jest nagrodą przyznawaną co roku najlepszemu uczniowi każdej z klas VI. Ja mam o tyle trudno, że moja klasa, to raczej utalentowana i pracowita klasa, więc wszyscy się o Tytuska "biją".
POŻYJEMY ZOBACZYMY
P.S. No, już niemal zapomniałam prosić o wsparcie:
Marzycielska Poczta
Kochamy Laurę
Blog Sandry



wtorek, 6 marca 2012

Szóstoklasistka (cz.2)

Mam dwie, świetne przyjaciółki. Paula i Roksi. Przyjaźnimy się od  pierwszej klasy. Sześć lat. A teraz? Nasz kontakt będzie częsty, ale już nie taki, jak kiedyś.
Gimnazjum.
Ponieważ mam średnią, jaką mam (5,75 na koniec 5 klasy i 5,78 na koniec półrocza szóstej), a w naszym województwie to właśnie te oceny idą do gimnazjum, postawiłam sobie za cel jedno z lepszych gimnazjów w Poznaniu. Chcę iść do klasy dwujęzycznej, do której trzeba zdać testy kompetencji językowych.
Roksi, kiedy to usłyszała, popatrzyła na mnie tylko jak na wariatkę i rzekła:
- Jeśli myślisz o tym, o czym myślę, że myślisz, to grubo się mylisz; ja z tobą nie idę. Choć ze mną.
Roksana wybiera się do innej, nieco gorszej szkoły. Zaczęła namawiać Paulę:
- Paula, choć ze mną. Tam jest fajnie. Mają klasę artystyczną, która dzieli się na teatralną, filmową, plastyczną, no mówię ci - super.
Ja z kolei mówiłam:
- Paula, choć ze mną. Na Małoszyńskiej ci się spodoba... A ja nie wiem co będę bez ciebie robić.
Z początku Paula ulegała Roksanie. Potem mi. Potem znów Roksi. A potem oświadczyła:
- Idę do Komornik.
Komorniki to nasz rejon. Co prawda nie Pauli, bo jest zameldowana gdzie indziej, ale ona i tak tam idzie...
„No to umarł w butach“ - pomyślałyśmy we dwie z Roksaną.
2 marca. Słoneczny, ciepły piątek. Dni otwarte w gimnazjum na Małoszyńskiej. Tam, gdzie startuję.
Roksana i ja wiemy, że Paula wybiera się na wszystkie dni otwarte do interesujących ją szkół:
- Na Małoszyńską, do gimnazjum nr 58
- Na Żonkilową
- Do Komornik, naszego rejonu
- Do gimnazjum 50 (czyli tam gdzie chce iść Roksi)
Zaczęłam się z Paulą umawiać:
- Spotkamy się w auli, ok? Usiądziemy obok siebie, co?
A Paula:
- Jasne. Tylko zwiedzajmy razem te sale.
„Super. Pozwiedzamy razem. Może ją przekonam do pójścia na Małoszyńską od września?“ - snułam plany.
Mogłam sobie snuć.
Półgodziny przed wyjściem z domu na owe dni otwarte, dostałam SMS-a. Od Pauli.
„Ja jednak nie idę na Małoszyńską.“
Błyskawicznie oddzwoniłam.

- Halo, Paula? - niemal wrzasnęłam w słuchawkę. - Jak to nie jedziesz?
- Nie jadę - ona na to.
- Czemu?
- Nie jadę - powtórzyła.
Zrobiło mi się niedobrze.
- Aha. To cześć - zakończyłam szybko rozmowę i pognałam do łazienki.
- Nela - powiedziała tymczasem mama. - Ładuj się do samochodu. Zabierzemy po drodze mamę Maksa.
- Z Maksem? - byłam ciekawa co Maks sądzi o gimnazjum na Małoszyńskiej.
Maks chodzi ze mną do klasy. Zaklinał się, że nie pójdzie na Małoszyńską, ale jak go znam - zaraz zmieni zdanie.
Moja klasa w ogóle jakoś nie była zainteresowana dniami otwartymi na Małoszyńskiej, w gimnazjum numer 58, mimo tego, że mamy szlachetny tytuł klasy z najwyższą średnią w szkole, która to wynosi 4,97. Owe gimnazjum, to świetne gimnazjum, ze świetnymi wynikami. I jest blisko!
Mama Maksa jest strasznie zdenerwowana. Cała w stresie. Maks miał na to półrocze zachowanie dobre, a do klasy dwujęzycznej przyjmują tylko od bardzo dobrego.
- To nie moja wina - rzekł Maks.
- A czyja? - jęknęła jego mama.
- Nie moja - kłócił się.
- Tak, to na pewno moja wina - stwierdziła mama Maksa.
- Gdyby nie Jędrek i Kamil...
- No jasne, najlepiej zwalić winę na innych!
I tak w kółko.
Kiedy wreszcie dojechaliśmy, Maks zawołał:
- Ziółek jest! Widzę jego samochód!
Ziółek to Kuba numer 2.
„No jasne. Jest. Masz towarzystwo, super. A ja???“ - pomyślałam.
Usiedliśmy w auli. Na scenę wyszło dwoje uczniów i zapowiedziało przedstawienie grona pedagogicznego przez panią dyrektor.
Wyszła pani dyrektor.
Do auli wszedł Kuba numer 3! On? Co on tu właściwie robi? Przecież chce iść do e-klasy, do innego gimnazjum! O i Agata! A ona? Mówiła przecież, że jeszcze nie wie, ale na pewno nie tu. Jaka niespodzianka! A tam? Kto tam wchodzi?
Zakręciło mi się w głowie.
Paula.









Szóstoklasistka

SZÓSTOKLASISTKA


Chyba muszę zacząć pisać pamiętnik - bloga, w którym będę mogła spokojnie się wyżyć - na pomyśle, żeby chodzić do podstawówki jedyne 6 lat, a nie 8, na systemie rekrutacji...
Będę musiała, bo zwyczajnie zwariuję.
Jak to się zaczęło?
Zaczęło się od tego, że się urodziłam. Potem poszłam do przedszkola, a jeszcze później do szkoły.
Jakoś wesoło, miło i łatwo przebrnęłam przez pierwsze trzy klasy. Mniej wesoło, miło i łatwo pożegnałam w 3 klasie moją ukochaną nauczycielkę, panią Kingę
i stanęłam przed nowym wyzwaniem. Klasy 4-6 szkoły podstawowej.
Pamiętam, że kiedy byłam w młodszych klasach, szóstoklasiści mnie przerażali - wiecznie się bili, przeklinali i straszyli młodsze, małe dziewczynki. Choćby mnie.
Patrzyłam na moich kolegów z klasy - kłócących się, niekiedy wyzywających, ale rzadko kiedy bijących i doszłam do wniosku, że moja klasa nigdy taka nie będzie.
Strasznie się pomyliłam.
W czwartej klasie do naszej przerażająco ambitnej, świetnej pod względem ocen
i zachowania, zgranej grupie dołączyło dwoje uczniów. Ku zgrozie dziewczyn
i nieopisanej radości płci przeciwnej, byli to chłopcy.
Nieopisanej radości - na krótko.
Jeden z przybyszów od razu przypadł do gustu całej naszej 4a - był to sympatyczny Kuba, który dołączył do grona Jakubów z zaszczytnym numerem 3 i wprowadził w nas więcej radości i śmiechu. Ciężko mi właściwie opisać tę postać - trochę luzak, a jednocześnie pilny uczeń. Niemniej jednak - zjednał sobie całą klasę i zyskał wielu kolegów.
Drugi zaś okazał się kompletnie inny od Kuby. Patryk od początku miał na pieńku
z innym Kubą (numer 1) i bez przerwy się bili. Mnie powoli ogarniało przerażenie, na myśl o tym, że będziemy jak ci okropni szóstoklasiści w ostatnich latach. Ciągle jeszcze jednak miałam nadzieję, że będzie inaczej. Tymczasem Patryk stwierdził, że z jednej z moich przyjaciółek jest całkiem ładna dziewczyna i oświadczył publicznie, że tylko jej będzie słuchał. Paula miała przechlapane, bo Patryk wyznawał jej miłość na przykład pisząc sobie na rękach: KOCHAM CIĘ, a klasa coraz bardziej nienawidziła go za numery na lekcjach i przerwach.
To bez dwóch zdań był dla nas najgorszy rok - nieprzystosowani do natłoku przedmiotów, tęskniący za naszą byłą wychowawczynią i borykający się z rozbudową szkoły i dwuzmianowością, wynikającą z przeludnienia szkoły, jakoś dotrwaliśmy do końca roku. Dowiedzieliśmy się też o tym, że mamy najlepszą średnią w szkole.
Klasa piąta przywitała nas miło i serdecznie. Co prawda zabrakło wśród nas Roksany, mojej przyjaciółki, ale i tak pierwsze dni upłynęły miło i przyjemnie. Pani poinformowała nas, że Patryk nie będzie chodził do naszej szkoły w tym roku. Rozbudowa szkoły zakończyła. Mieliśmy od tamtej pory nowe, ładne sale. Było naprawdę świetnie. A Roksana wróciła do nas w drugim półroczu. To był najlepszy rok. Nie musieliśmy martwić się o gimnazjum i test szóstoklasisty.
Chłopaki zaczęli bić się częściej i byłam już przekonana jak to z nimi będzie w 6 klasie.
Tym razem się nie pomyliłam.
Jest coraz gorzej, ale to już mnie tak jakoś nie martwi. Mam inne sprawy na głowie -
GIMNAZJUM.
To główne zmartwienie. Nie tylko moje - cała klasa boi się o siebie i egzaminy gimnazjalne.
Zdam? Nie zdam? Chyba zdam... Nie, raczej nie zdam... - ciągle słyszę na przerwach.
Nie wytrzymujemy nerwowo. Skąd to się wzięło? Czemu tyle emocji kosztuje nas wybór szkoły?
Jesteśmy ambitni.
I co z tego?
Chcemy się uczyć w dobrej szkole.
Ale po co te emocje?
Rozstajemy się już. My - świetna, zgrana paczka. Żaden z nas nie trafi znów do takiej klasy - za mało czasu, aby tak się zżyć. I chyba tego tak mi szkoda - żartów Kuby (numer 3), kłótni Roksany z Kamilem, wspólnych gier na przerwach („Stopy“, „Mrożony“), zbierania się po kątach i planowania co zrobimy na Dzień Chłopaka, Dzień Dziewczyn, planowanie gier i zabaw... Bo to mam teraz na codzień. A zaraz - już koniec. Naprawdę, nie wiedziałam, że gimnazjum to takie emocje.

piątek, 24 lutego 2012

Misio odszedł 28 stycznia 2012 roku, po długiej walce z chorobą...
(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)(*)